Rozdział Szósty.
Maj. 2016 r.
~*~
Nadmorska Jurata powoli budziła się ze snu, w który wtulił ją poprzedniej nocy melodyjny wiatr muskający dotąd morskie fale. Na brukowych chodnikach malowniczej miejscowości, pojawiało się coraz więcej turystów, którzy chcieli zobaczyć jak najwięcej, zanim wrócą z upragnionych urlopach.
Również Hotel Bryza Resort & Spa, w którym polscy piłkarze wraz z rodzinami przygotowywali się do prawie dwutygodniowego zgrupowania w Arłamowie.
Agata Błaszczykowska i Anna Lewandowska ubrane w luźne bluzy dresowe i krótkie jeansowe spodenki w milczeniu wpatrywały się w horyzont, malowany pięknymi kolorami przez wschodzące słońce.
Od ponad dwóch kwadransów, nie wypowiadając ani jednego słowa.
Kiedyś darzące się niezmierną sympatią. Dziś unikające się niczym ognia.
Bo przecież obie zmusiła do tego sytuacja, która wynikła między ich mężami. Choć żadna z nich nie chciała takiego obrotu spraw.
Darzyły się sympatią a ich przyjaźń zapowiadała się bardzo kolorowo.
Trwała. Mimo wszystko. Na dobre i na złe.
A jednak los postanowił zupełnie inaczej.
-Nie możecie tak dalej...
Obie, w tym samym momencie spojrzały za siebie. Nie kryły zdziwienia widząc Marię Gawron z dwoma termicznymi kubkami, wypełnionymi gorącą, mocną, czarną kawą.
-Tęsknicie za sobą.
Maria uśmiechnęła się lekko podając obu kobietom reprezentacyjne gadżety.
Bardzo dobrze wiedziała jak bardzo obie kobiety cierpią unikając kontaktu ze sobą. Agata nie raz napomykała coś o Lewandowskiej, jednak bardzo szybko gryzła się w język.
Choć nawet dla niej konflikt między Kubą a Robertem wydawał się co najmniej śmieszny, nigdy nie powiedziała tego wprost żadnemu z nich.
Do momentu, co przysięgła sobie już jakiś czas temu.
Agata przygryzła wargę, Anna przełknęła ślinę. Obie już dawno chciały zmienić swoje relacje, żadna jednak nie znalazła w sobie aż tyle odwagi. A przecież obie były silne i wydawać by się mogło niezależne. Jednak, nie teraz.
-Nawet, jeśli...
-Chłopakami się nie przejmujcie, biorę ich na siebie. - uśmiechnęła się lekko w ich kierunku.
Miała cichą nadzieję, że przyjaźń między kobietami zrobi jeszcze wiele dobrego.
Błaszczykowska i Lewandowska uśmiechnęły się lekko, po czym ku jej uciesze wpadły sobie w ramiona.
Na taki obrót spraw liczyła i miała nadzieję, że ta przyjaźń nigdy nie wygaśnie. Mimo kolejnych przeciwności losu, tym razem już na zawsze i to do samego końca.
Przyglądając się im, poczuła ukłucie zazdrości. Ona nie miała prawdziwej przyjaciółki, która zawsze by jej wysłuchała i do której mogłaby mieć wielkie zaufanie.
Westchnęła cicho. Może i jej kiedyś się poszczęści i znajdzie swoją prawdziwą, bratnią duszę?
***
Wiktoria Morawska zmarszczyła brew przerzucając kolejne kartki, kolejnej z białych teczek, które w idealnych stosach leżały na ciemnej wykładzinie jej hotelowego pokoju. Bawiąc się srebrnym długopisem, podśpiewywała pod nosem znajomą sobie melodię cały czas trzymając jednak obok siebie telefon, na którego wyświetlaczu migało zdjęcie jej synka.
Każda rozłąka z Kacprem była dla niej niewyobrażalną katorgą. Każdy dzień dłużył jej się wtedy niemiłosiernie i chciała to jak najszybciej zmieniać.
Jednak wiedziała również, że musi myśleć o sobie. O spełnianiu swoich marzeń, o samorealizacji i przyszłości, której musiała stawić dzielnie czoła.
Ciche pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Podniosła wzrok znad dokumentów, wbijając go w drewniane drzwi, które po krótkiej chwili charakterystycznie skrzypnęły. Uśmiechnęła się lekko na widok doktora Jacka Jaroszewskiego, którego wyraz twarzy wydał jej się taki spokojny i wyjątkowo przyjazny.
-Zajęta jesteś? - zapytał, zamykając drzwi za sobą. Szatynka pokiwała mu przecząco głową, uśmiechając się lekko.
-Przeglądam dokumenty medyczne chłopaków.
Jaroszewski przysiadł obok niej, na wykładzinie rzucając okiem na plik kartek, na którym widniały dane Wojciecha Szczęsnego.
-I jak? - spytał, zabierając jedne z wyników badań, które zlecił jakiś czas temu. Morawska wzruszyła jedynie ramionami.
-Wydaje się, że wszystko jest w porządku, ale dobrze wiesz, że różnie bywa. - odpowiedziała uśmiechając się do niego niepewnie.
-Wiem. - westchnął, odkładając kartkę na wysoki stos. -Idziesz na śniadanie? - spytał chwilę później. Morawska uśmiechnęła się do niego szeroko, na samo wspomnienie jedzenia, które przygotowywała wspólnie z Leśniakiem jej najlepsza i jedyna przyjaciółka.
-Oczywiście. - klasnęła w dłonie, wywołując uśmiech na twarzy swojego mentora. Jaroszewski liczył po cichu, że Morawska się przebranżowi i odważy spełnić swoje marzenie - skończyć upragnioną medycynę i zostać chirurgiem.
Z szarego fotela stojącego przy dużym oknie z widokiem na morze zabrała długi, wełniany, rozpinany sweter, który zarzuciła na materiał jasnego podkoszulka, który dostała w prezencie od ojca swojego syna.
Jacek otworzył jej drzwi, które ta zamknęła kartą magnetyczną. Zaśmiała się, gdy zaproponował jej ramie, które po chwili przyjęła.
-Jak Kacper? - spytał, gdy powolnym krokiem, schodzili po betonowych schodach. Wiktoria uśmiechnęła się lekko na samo wspomnienie swojego syna.
-Mama mówi, że dobrze. - odpowiedziała wbijając w niego swoje spojrzenie.
Jaroszewskiego traktowała zawsze jak wujka, nigdy jak mentora. Był jej dobrą duszą. Przyjacielem, do którego mogła przyjść w każdej chwili, bez względu na wszystko.
-Jestem z Ciebie dumny. - zaśmiała się, słysząc jego słowa. -Na prawdę. - cmoknął ją w policzek, wywołując lekki uśmiech na jej twarzy. Dużo znaczyło dla niej jego zdanie, o czym mężczyzna bardzo dobrze wiedział.
-Dzień dobry!
Oboje zatrzymali się w pół kroku, słysząc gdzieś za sobą męski głos o niecodziennym akcencie. Jaroszewski uśmiechnął się szeroko na widok Grzegorza Krychowiaka ubranego w reprezentacyjny dres, wychodzącego właśnie ze swojego pokoju hotelowego. Wiktoria Morawska natomiast zmarszczyła brew przyglądając się mężczyźnie.
-Grzesiu, poznaj naszą nową reprezentacyjną fizjoterapeutkę.
Krychowiak przeniósł na nią swój wzrok, wyciągając dłoń w jej kierunku. Miał nieodparte wrażenie, że skądś zna szatynkę.
-My się nie znamy przypadkiem? - zapytał przyglądając się kobiecie dość uważnie. Morawska westchnęła, uśmiechając się lekko w kierunku mężczyzny.
-Chodziliśmy razem do podstawówki w Gryficach. - rzuciła zaciskając dłoń na jego dłoni. -Przyjaźniliśmy się. - dodała, uśmiechając się do niego lekko.
To właśnie wtedy, dostrzegając jej uśmiech wróciły do niego wszystkie wspomnienia z dzieciństwa, w których Wiktoria Morawska odgrywała główną rolę.
-Wiki? - nie krył swojego zdziwienia, a szeroki uśmiech gościł na jego twarzy. -Wika Morawska. - przytulił ją do siebie, zaśmiewając się przy tym.
-Śniadanie nie będzie czekać...
Jacek uniósł brwi przyglądając się im dokładnie.
Dobrze wiedział, że lata temu Wiktoria przyjaźniła się z Grzegorzem, liczył nawet po cichu, że uda im się tą przyjaźń odbudować.
***
Maria przyglądała się ćwiczącym na siłowni piłkarzom. Na spopielałej kartce swojego, czarnego zużytego już znacznie notesu.
Dziennikarstwo zawsze było jej pasją, marzeniem, które chciała spełnić, jednak nigdy nie miała do tego sposobności. Teraz, będąc rzeczniczką kadry mogła spróbować wrócić do swoich planów z młodości. Chciała to zrobić.
-Boisz się, dziecko?
Wyrwała się ze swoich myśli słysząc nad swoim uchem lekki, spokojny głos Adama Nawałki. Selekcjoner reprezentacji uśmiechnął się do niej lekko, zaglądając ukradkiem do jej notesu, na którego kartce starannym pismem widniało kilka zdań zapisanych czarnym tuszem, srebrnego długopisu.
Marysia westchnęła cicho, wzruszając lekko ramionami.
-Tak trochę ... - rzucił, niepewnie uśmiechając się do siwego mężczyzny. -Że nie dam rady, że nie podołam. - dodała, wzdychając.
Mężczyzna zaśmiał się cicho, obejmując blondynkę ramieniem. Choć widział ją raptem kilka razy w życiu, zamienił z nią jedynie kilka prostych zdań, to miał dziwne przeczucie, że blondynka jest niezwykle skromną i sympatyczną osobą. A jej uśmiech potrafi urzec każdego. Jego urzekł, już podczas ich pierwszego spotkania, na jednym z oficjalnych spotkań.
-Dasz radę, jesteś świetną dziewczyną. - zapewnił, dodając jej otuchy lekkim uśmiechem i dłonią, która spoczęła na jej ramieniu. -Wierzę w Ciebie. - dodał wywołując na jej twarzy uśmiech, swoimi słowami.
-A trener, to nie powinien się nami zajmować przypadkiem? - pytanie Sławomira Peszko sprawiło, że przenieśli spojrzenia na przyglądających się im piłkarzom.
Gawron uśmiechnęła się dość niepewnie, a Nawałka jedynie rzucił im wymowne spojrzenie. Ani trochę nie był zaskoczony komentarzem swojego podopiecznego, miał jednak na uwadze blondynkę, która czuła się w tym towarzystwie wyjątkowo niepewnie.
-Nie macie pięciu lat, choć zawsze się tak zachowujecie ... - zakomunikował, uśmiechając się do Peszki szeroko. Piłkarz zmarszczył jedynie brew, czekając na kontynuację wypowiedzi trenera. -A Pani rzecznik jest po mnie drugą, najważniejszą osobą w tym sztabie. - dodał, posyłając im szeroki uśmiech.
***
Łucja Brzozowska odetchnęła głośno, opierając się biodrem o blat dużej, przestronnej kuchni. Wraz ze skromną, kuchenną ekipą hotelu udało jej się wydać obiad, bez obecności Tomasza Leśniaka, który awaryjnie musiał pojawić się w swojej gdańskiej restauracji. Gdy jej to oznajmił, dobrze wiedziała, że nie będzie łatwo poradzić sobie ze wszystkim bez niego. Nie chciała go jednak zawieść, więc dała z siebie wszystko. I go nie zawiodła, miała taką nadzieję.
Drewniane drzwi prowadzące z sali do kuchni skrzypnęły i Brzozowska wbiła w nie swoje niepewne spojrzenie. Uśmiechnęła się lekko, gdy dostrzegła w nich Wiktorię z pustym, białym talerzem.
-No kochana, to było pyszne!
Brzozowska zaśmiała się jedynie, słysząc jej opinię.
Na Wiktorię zawsze mogła liczyć, odkąd pamiętała. Różniła je nie tylko metryka, czy spojrzenie na świat, jednak mimo to połączyła je niezwykła przyjaźń, o którą obie walczyłyby jak lwice. Nie dając tak łatwo rozkruszyć się czemuś, co pielęgnowały przez kilka lat.
-Reszcie też smakowało? - spytała nieco niepewnie, patrząc na nią niewyraźnym wzrokiem. Morawska pokiwała jej ochoczo głową, a szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy.
-Cytuję, Leśniak chyba musiał mocno o coś przywalić, skoro zrobił tak świetne danie. - rzuciła, naśladując barwę głosu Kamila Grosickiego. Rozśmieszyła tym samym Łucję, z której cała niepewność nagle uciekła. Obawiała się tej próby, którą najwyraźniej zdała bez zarzutu.
-Myślisz, że dobrze zrobiłyśmy? - spytała nagle, przenosząc wzrok na wąskie okno, z widokiem na piaszczystą plaże.
-To się okaże. - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
Nie znała odpowiedzi na to pytanie, jednak miała nadzieję, że skończy się to dla nich lepiej niż obie dotąd myślały.
# # #

Strasznie długo zajęło mi napisanie tego rozdziału... nie wydaje mi się też, żeby był jakiś rewelacyjny, mam jednak nadzieję, że każdy kolejny będzie już tylko lepszy.
Pozdrawiam i czekam na Wasze opinie.
Do następnego. :)

Maria dobrze zrobiła postanawiając pogodzić ze sobą Annę z Agatą. Obydwie się tylko męczyły, nie mogąc ze sobą normalnie porozmawiać. Oby od teraz powoli ich relacje zaczęły wychodzić na prostą.
OdpowiedzUsuńMaria wciąż ma wątpliwości i brak jej wiary w swoje umiejętności. Musi uwierzyć w siebie, bo jak na razie radzi sobie doskonale na swoim stanowisku. Także Łucja odniosła swój pierwszy spory sukces. Podany przez nią obiad okazał się prawdziwą rewelacją.
Wiktoria spotkała swojego dawnego przyjaciela, co na pewno było bardzo miłą niespodzianką. Szczególnie dla niego. Teraz mają szansę odnowić swoją znajomość. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.