Rozdział Czwarty.

"Życie jest jak poker - rozdaje nam karty, ale to od nas zależy jak nimi zagramy."

~*~
Częstochowa. Polska. 


  Agata Błaszczykowska obserwowała uważnie Marię pakującą kolejne rzeczy leżące na łóżku do dużej, czarnej, włoskiej walizki. Dobrze wiedziała jak wiele radości sprawiła jej propozycja złożona jej przez Zbigniewa Bońka. Była z niej dumna i miała nadzieję, że młodsza dziewczyna zacznie spełniać swoje największe, zawodowe marzenie.
Chciała jej szczęścia, tak jak wszystkie bliskie jej osoby. 
   -Myślisz, że mnie tam polubią? - spytała nagle Maria wbijając w Agatę pytające i nieco niepewne spojrzenie. Błaszczykowska zmrużyła powieki przyglądając się jej bacznym spojrzeniem.
Nie sądziła, że Gawron może mieć właśnie takie obawy. Zawsze uważała, że jest pewną siebie dziewczyną, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Choć musiała przyznać, że nie należała do kobiet z rodzaju tych przebojowych, kuszących i grzeszących.
Gdy tylko ją poznała, od razu ją polubiła i to chyba właśnie dlatego, że była wyjątkowo dobrze wychowana, ułożona, uśmiechnięta, sympatyczna. Tak zupełnie inna niż dziewczyny, które dotąd poznawała na swojej drodze. 
   -Jestem pewna. - Agata uśmiechnęła się do niej szeroko, puszczając w jej kierunku oczko. Wierzyła, że Gawron za pośrednictwem pracy w reprezentacji może otworzyć sobie drzwi do wielkiej, dziennikarskiej kariery. Liczyła na to. -A Dawid jedzie z nami? - spytała, kładąc telefon na niską szafkę nocną. Marysia westchnęła cicho, przyciskając do swojej klatki piersiowej długi, wełniany sweter.
   -Nie może, dziewczyny grają mecz o mistrzostwo za tydzień. - odpowiedziała ewidentnie smutniejąc.
   -Przeszkadza Ci to? - spytała mrużąc powieki.
Gawron przysiadła na skraju sypialnego łóżka, wbiła wzrok w jasną, drewnianą podłogę i pociągnęła nosem.
Nigdy nie była samolubna. Nigdy nie skarżyła się nikomu na brak czasu w życiu prywatnym. Do teraz. Do momentu, w którym zaczęła się bać o ich wspólne życie, które zaczęło niebezpiecznie drżeć. Może to wszystko było prologiem do ich katastrofy? Może mieli zatonąć jak titanic? Może nie byli sobie pisani? Te pytania nie dawały jej spokojnie zasnąć, odbijając się głośnym echem w czeluściach jej podświadomości. 
   -Mania?
Błaszczykowska dźgnęła Gawron łokciem, cały czas obserwując ją uważnie.
   -Kocham Dawida i dobrze o tym wiesz ... - odpowiedziała jej niepewnym głosem. -Ale się boję... - dodała niepewnie, przełykając głośno ślinę.
   -Czego? - spytała Błaszczykowska, marszcząc lekko brwi.
   -Że wszystko się skończy. - powiedziała po chwili, a w jej oczach zaszkliły się łzy. Agata objęła Marię ramieniem, w który po chwili ta wtuliła się niczym mała dziewczynka potrzebująca mamy, której Marysi zaczynało wyjątkowo brakować. 

Agata westchnęła cicho, przejeżdżając dłonią bo sięgających łopatek blond włosach Marysi. Życzyła jej jak najlepiej. Wierzyła, że uda jej się osiągnąć niemożliwe. Wierzyła w jej szczęście u boku Dawida. Wierzyła w nią. 
Wbiła wzrok w jasną ścianę, na której w bliżej nieokreślonej konstelacji wisiały drewniane ramki ze zdjęciami. Zmarszczyła brwi zatrzymując wzrok na jednej z nich na nieco dłużej, po czym cmoknęła Gawron w czubek jej głowy. 

***



 Kraków. Polska.

 Dawid Błaszczykowski z wielką uwagą obserwował poczynania swoich zawodniczek.
Dziewczyn, dla których piłka była nie tylko pasją, ale i pomysłem na niekiedy bardzo skomplikowane i niezwykle zawiłe życie.
Każda z nich swoje w nim przeszła, próbowała posklejać w całość wszystko to, co sypało się niczym domki z kart, podczas gwałtownego podmuchu powietrza. Podziwiał każdą z nich, wiedział bowiem jak trudno jest posklejać tak porozrywane przez przeznaczenie życiorysy. 
W takich momentach jak ten przypominał sobie o dwóch zawsze dzielnych kobietach. Jego mamie i mamie Marysi. Annach, które niczego się nie bały. Dla których nie istniało niemożliwe. 
Uśmiechnął się delikatnie. Maria Gawron była kopią swojej matki. Kochał w niej wszystko, był z nią niezmiernie szczęśliwy i czuł się wyjątkowy, bo wybrała właśnie jego. 
  Nagle zmarszczył brwi, dostrzegając upadającą na murawę Natalię. Dziewczyna syknęła z bólu, łapiąc się za kolano. Rzucił swoje notatki w kierunku ławki rezerwowych i najszybciej jak tylko potrafił pobiegł w jej kierunku. 
   -Nati, co się dzieję? – zapytał łagodnym głosem, gdy zjawił się obok niej. Szatynka syknęła jedynie z bólu patrząc niepewnie w oczy ciemnowłosego mężczyzny. 
Bardzo dobrze wiedziała, że jako bramkarka była dla krakowskiego klubu gwarancją stabilności i skuteczności w najważniejszych meczach przemijającego sezonu, który mógł zostać przez nich zwieńczony Mistrzostwem. 
   -Boli... - wyszeptała tylko, za nim jej policzki utonęły w gorzkich łzach.
Florek stojąca tuż za plecami Błaszczykowskiego zacisnęła wargę. Dobrze wiedziała, że kontuzja kolana dla Krawczyk mogła okazać się długą przerwą, a nawet zakończeniem kariery sportowej co w jej przypadku nie wróżyło niczego pozytywnego. 
Roma bardzo dobrze wiedziała ile Natalia poświęciła i ile mogła stracić potykając się na samym początku. Nie mogła pozwolić jej na upadek, który w jej przypadku nie wchodził w grę. 



***

Sopot. Polska.

  Wiktoria westchnęła wkładając kolejną bluzę do dużej, czarnej walizki. Zgrupowanie reprezentacji w Juracie zbliżało się coraz to większymi krokami a z każdym kolejnym, upływającym z kalendarza dniem szatynka miała kolejne obawy i wyrzuty sumienia. 
Zmarszczyła brwi słysząc ciche pukanie do drzwi jej małego, ale przestronnego mieszkania. Przerwała wykonywaną czynność i powolnym krokiem skierowała się do przedpokoju, w którym po krótkiej chwili pojawiła się jej najlepsza i jedyna przyjaciółka, Łucja Brzozowska. Morawska od razu wyczuła jej idealny humor, który niewątpliwie rzucał się wszystkim w oczy. W końcu Łucja od pewnego czasu nie potrafiła uruchomić swojego pozytywnego uśmiechu.
  -Zgadnij, kto był dziś w mojej restauracji? - powiedziała, za nim Wiktoria zdążyła wydobyć ze swojej krtani jakikolwiek dźwięk. 
   -Klienci? - rzuciła, wzruszając ramionami. Blondynka jedynie pokręciła z politowanie głową, posyłając przyjaciółce wymowne spojrzenie. 
   -Tych akurat mamy za dużo ... - bąknęła wchodząc do salonu. -Leśniak! - dodała, wręcz piskliwym głosem. 
   -I? - zapytała Morawska, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. 
 Brzozowska zmarszczyła brwi przyglądając się bardzo uważnie przyjaciółce. Morawska nigdy wcześniej nie zachowywała się w ten sposób. Nawet jeśli coś ją nie interesowało, to nie dawała tego aż tak po sobie poznać. 
   -Co się dzieję? - spytała prosto z mostu Łucja, zaskakując nieco Wiktorię. 
   -Nic. - odpowiedziała marszcząc lekko brwi.
   -Znamy się nie od dziś. Mnie nie oszukasz...
Łucja miała racje, o czym Wiktoria wiedziała aż za dobrze. Mogła na nią liczyć, każdego dnia i w każdej jego porze. Była dla niej jak siostra, której nigdy nie miała. 
   -Źle zrobiłam, przyjmując propozycję Jaroszewskiego. - westchnęła, opadając na sofę. 
   -Dlaczego tak myślisz? - zapytała, robiąc kilka kroków w jej kierunku. 
   -Kacper to mój syn, nie mogę wykorzystywać rodziców...
   -Nie wykorzystujesz! - rzuciła głosem nie znoszącym sprzeciwu Łucja.
Dobrze wiedziała, że dla rodziców Wiktorii jej syn jest najważniejszym dzieckiem na całym świecie i mogliby spędzać z nim, każdą chwilę, którą ich córka by im ofiarowała. Nie dziwiła im się. Choć Kacper wychowywał się bez ojca, był niezwykle inteligentnym i czarującym dzieckiem. 
  -Masz prawo do życia i nie czuj się źle z tym, że Twoi rodzice będą zajmować się małym. - powiedziała nieco ciszej, bardziej stonowanym głosem. -Bardzo tego potrzebują. - dodała obejmując szatynkę swoim ramieniem. 
Wiktoria westchnęła uśmiechając się niepewnie. Tak na chłodno myśląc, może faktycznie praca dla reprezentacji Polski nie była wcale takim złym scenariuszem a na tej sytuacji skorzysta zarówno jej syn, jak i jej rodzice. 
Poczuła się niezwykle głupio, przypominając sobie o wcześniejszym zachowaniu względem Łucji, która nigdy jej nie zignorowała, nie skrytykowała i zawsze była obok, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Było jej wyjątkowo głupio. 
  -Chciałaś mi coś powiedzieć. - odparła po chwili, wbijając wzrok w blondynkę. Brzozowska uśmiechnęła się delikatnie, kiwając potwierdzająco głową. -No mów! - ponagliła ją, ciekawa tego, co blondynka ma jej do oznajmienia. 
  -Jadę z Tobą. - rzuciła, malując na twarzy Morawskiej nie małe zaskoczenie. -Dzisiaj restaurację odwiedził Leśniak i zaproponował mi posadę swojego sous - chef'a. - dodała, wywołując uśmiech na twarzy przyjaciółki. 
  -To bosko! - krzyknęła, przytulając ją do siebie. 

# # #

Znalezione obrazy dla zapytania zuzanna lit i kasia grabowska


Dzisiaj krótko. Wiem. I bardzo Was za to przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Obiecuję, że kolejne rozdziały będą zdecydowanie dłuższe i ciekawsze niż ten. Nie opuścicie mnie?

Pozdrawiam i przepraszam za błędy.



    

Komentarze

  1. Przed Marią otwierają się wrota do spełnienia zawodowych marzeń. Niestety pojawiają się także spore wątpliwości, dotyczące życia prywatnego. Mam nadzieję, że jej związkowi z Dawidem nic nie zagrozi. Obydwoje się kochają, a to najważniejsze. Razem przezwyciężą wszystko.
    Oby kontuzja Natalii okazała się niegroźna. Jej obecność na boisku na pewno będzie nie zastąpiona podczas meczu o mistrzostwo. Wiktoria nie powinna aż tak się zadręczać tylko w pełni wykorzystać otrzymaną szansę. Dobrze, że będzie miała przy sobie Łucję. Przynajmniej nie będzie czuła się samotna.
    Czekam z ciekawością na dalsze losy bohaterów. 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty