Rozdział Trzeci.

~*~

Maj 2016 r.

Warszawa. Polska.


  Maria Gawron wzięła głęboki oddech stając przed gmachem Polskiego Związku Piłki Nożnej. W dłoni ściskała mocno klucze od swojego czarnego mercedesa, a w skórzanej, dużej torbie znajdowały się jej laptop, opasły notes i elegancka teczka, w której trzymała wszystkie potrzebne jej dokumenty. Choć o pomyśle prezesa PZPN wiedziała od dłuższego czasu to telefon od Zbigniewa Bońka sprzed kilku dni wywołał uśmiech na jej twarzy.
Odkąd Dawid powiedział jej o pomyśle mężczyzny, miała złe przeczucia. Sądziła, że również tym razem wszystko okaże się snem, z którego kolejny raz będzie musiała szybko się obudzić. Ku jej zaskoczeniu telefon zadzwonił, a ona została poproszona o wizytę w warszawskiej siedzibie związku.  To spotkanie stresowało ją jak żadne inne nigdy wcześniej. Czuła jak jej serce przyspiesza rytm, z każdym kolejnym krokiem, który pokonywała a w gardle robiło się coraz bardziej sucho.
Jej największym pragnieniem było zostać dziennikarką. Choć zdawała sobie sprawę, że posada rzeczniczki reprezentacji niczego jej nie gwarantuje. 
Wzięła głęboki oddech, pchając szklane drzwi prowadzące do holu gmachu związku. 
   -Dzień dobry. – uśmiechnęła się lekko w kierunku wysokiej, szatynki stojącej za drewnianym kontuarem. -Byłam umówiona z prezesem Bońkiem. – dodała, sprawiając, że kobieta kiwnęła lekko głową. Przeniosła wzrok na monitor komputera stojącego na drewnianym blacie, marszcząc przy tym powieki.
Kobieta nie zrobiła na Marii dobrego pierwszego wrażenia. 
    -Pani Maria Gawron? – spytała, wbijając w nią swoje wyczekujące spojrzenie. Blondynka pokiwała jej lekko głową, a uśmiech nadal zdobił jej twarz. -Pan Prezes czeka na Panią. Gabinet numer 15, drugie piętro. -oznajmiła, wskazując blondynce na wąskie schody prowadzące na piętro budynku. Dziennikarka podziękowała jej skinieniem głowy i niepewnym krokiem oddychając równie niepewnie skierowała się w podanym przez recepcjonistkę kierunku.
  Dobrze wiedziała, że praca, którą oferował jej Zbigniew Boniek mogłaby okazać się jej przepustką do wielkiego, dziennikarskiego świata, o którym marzyła od wielu lat. Wiedziała jednak, że wcale tak nie musi być.
Stając przed drewnianymi drzwiami opatrzonymi tabliczką z nazwiskiem i imieniem prezesa PZPN wzięła głęboki oddech przymykając powieki. Niepewnie zapukała do drzwi, a po usłyszeniu cichego ‘proszę’ nacisnęła na mosiężną klamkę.
Mężczyzna przywitał ją uśmiechem na twarzy. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, którą bardzo niepewnie uścisnęła. Ruchem ręki wskazał jej na jeden z dwóch eleganckich foteli stojących w kącie pomieszczenia tuż przy dużym oknie, z widokiem na panoramę Warszawy. 
    -Jak minęła podróż, Marysiu? – zapytał, nalewając do jasnej filiżanki mocnej, aromatycznej kawy z gustownego, porcelanowego dzbanka. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, kładąc swoją torbę na drewnianej posadzce. 
    -Dziękuję, dobrze.
Boniek uśmiechnął się lekko, dostrzegając niepewność rysującą się na twarzy blondynki. Choć znał ją stosunkowo krótko i niezbyt dobrze to wydawała mu się bardzo rozważną i sympatyczną kobietą. A pierwsze wrażenie zrobiła na nim wręcz idealne Jedyną rzeczą, która mu tu przeszkodziła to niepewność w jej uroczym uśmiechu.
Nadal jednak miał nadzieję, że Gawron przyjmie jego propozycje i dołączy do sztabu reprezentacji Polski. 
    -Wiem, że może praca rzeczniczki reprezentacji to nie dziennikarstwo z wysokiej półki, ale może okazać się dla Ciebie przepustką do tego wielkiego, dziennikarskiego świata. – uśmiechnął się do niej szeroko. Odpowiedziała mu tym samym.
Czuła jednak drżenie swoich rąk, nad którym nie potrafiła zapanować.
    -Chciałam Panu podziękować …
    -Dziękuj Dawidowi, a nie mi. – wtrącił. -Powiem Ci szczerze, że nawet nie wiedziałem, że jesteś dziennikarką. – zaśmiał się, siadając wygodniej w gustownym fotelu.
   Blondynka nie kryła zdziwienia stwierdzeniem mężczyzny. Sądziła, że Dawid nie miał nic wspólnego z pracą w Polskim Związku Piłki Nożnej. Zaskoczył ją. 
    -Nic mi nie powiedział. – rzuciła bardziej do siebie, niżeli do niego.
Błaszczykowski potrafił zaskoczyć ją w najmniej oczekiwanym momencie. Potrafił sprawić, że najgorszy dzień w jednej chwili stawał się tym najlepszym.
Bardzo wiele mu zawdzięczała i była przekonana, że gdyby nie ich przyjaźń, która przerodziła się w wieloletni związek jej życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. 
Był jej bohaterem i choć nigdy tego nie mówiła, to Dawid bardzo dobrze o tym wiedział. 
    -To co, mogę na Ciebie liczyć? – zapytał Zbigniew wyrywając ją z zamyślenia, wbijając w nią przy tym pytające i wyczekujące spojrzenie.
Blondynka zmarszczyła brwi przenosząc spojrzenie z panoramy stolicy na byłego piłkarza. Nie miała nic do stracenia, mogła tu jedynie zyskać, o czym dobrze wiedziała. 
    -Może Pan. – odpowiedziała pewnym głosem a szeroki uśmiech wkradł się na jej jasną twarz. Praca dla Bońka mogła być nie tylko przepustką do dziennikarskiego świata, ale i przygodą, której nigdy nie zapomni. 
    -Nie boisz się? – spytał, po chwili ciszy, która zapadła w pomieszczeniu. Zmarszczyła brwi wbijając w niego swoje spojrzenie. 
    -Czego?
    -Że przebywanie z nimi może wywołać w Twoim mózgu lekkie ubytki? – podrzucił sprawiając, że zaśmiała się cicho. 
    -Podejmę to ryzyko. – odpowiedziała, upijając łyk ciepłej jeszcze kawy.
Boniek nie oderwał od niej swojego spojrzenia, zmarszczył brew a w jego głowie pojawiło się wiele różnych myśli, wszystkie jednak prowadziło do jednego wniosku, Maria Gawron mogła być pozytywnym zastrzykiem dla reprezentantów Polski na francuskich boiskach.


Ząbkowice Śląskie. Polska

  Roma Florek wzięła głęboki oddech, naciskając niepewnie na mosiężną klamkę czarnej furtki, która skrzypnęła charakterystycznie sprawiając, że szatynka zacisnęła zęby, zatrzymując się w pół kroku.
Nie wiedziała czy dobrze robi pojawiając się na posesji domu rodziny Zielińskich, szczęście jej koleżanki było dla niej najważniejsze i miała nadzieję, że wieloletni przyjaciel może na nie dość znacząco zapracować. 
    -Roma? – piłkarka odwróciła się na pięcie, słysząc znajomy ton głosu. Uśmiechnęła się szeroko dostrzegając Tomasza Zielińskiego siedzącego na drewnianej huśtawce ze szklanką świeżego soku pomarańczowego. 
   -Cześć Tomuś… - zaśmiała się cicho, gdy pomachał jej energicznie na powitanie. -Jest Piotrek? – spytała, siadając obok niego. Mężczyzna cmoknął Florek w policzek, uśmiechając się lekko.
    -Tak, dłubie coś przy swoim aucie w garażu. – odpowiedział, wskazując ruchem głowy na duży garaż. -Coś się stało? – zapytał, unosząc brew ku górze.
Roma Florek była najlepszą przyjaciółką jego młodszego brata praktycznie od samego przedszkola.
Po pewnym czasie stała się w pewnym sensie, nawet członkiem ich rodziny. On osobiście, darzył niezwykłą sympatią młodą i niezwykle utalentowaną piłkarkę. Śmiało mógłby nawet powiedzieć, że była dla niego jak młodsza siostra. 
    -Nie, dlaczego? – spytała nieco zdziwiona jego pytaniem.
    -Dawno Cię tu nie było. – stwierdził, uśmiechając się lekko w jej kierunku. -A skoro znów się pojawiłaś w rodzinnych stronach, to może wybralibyśmy się na jakieś piwo? – spytał.
Roma zaśmiała się cicho, kręcąc zabawnie głową.
    -Mam się bać? – zapytała.
    -Spokojnie, masz lepszą głowę niż ja. – zapewnił, unosząc brew. 
    -Przekonałeś mnie, mój numer masz. – puściła mu oczko i skierowała się do garażu, z którego dochodziły przeróżne dźwięki.
   Uśmiechnęła się lekko stając w progu dużego budynku, w którym stały cztery, niemieckie samochody. Przy najlepszym i najnowszym z nich pochylał się Piotr Zieliński co raz wzdychający głośno i wrzucający do skrzynki z impetem i złością kolejne metalowe klucze. Choć przez lata mieli ze sobą bardzo dobry kontakt, w ciągu ostatnich tygodni nieco się zatarł, co Roma zdecydowanie chciała odkręcić. 
    -Może 15 będzie lepsza. – szepnęła, sprawiając, że Zieliński podskoczył w miejscu uderzając głową o klapę maski swojego samochodu. Na twarz Florek wkradło się przerażenie. Zdecydowanie nie chciała osiągnąć takiego efektu. -Przepraszam… - szepnęła, dotykając niepewnie twarzy Zielińskiego. Piotr rzucił jej pełne wyrzutu spojrzenie, rozmasowując bolące miejsce. 
   -Zawsze wiedziałem, że chcesz mnie zabić. – mruknął, gdy cmoknęła go w czoło. 
   -Nigdy nie chciałam Cię zabić. – odpowiedziała, przejeżdżając dłonią po jego policzku. 
   -Chciałaś. – stwierdził, kiwając jej lekko głową. -Za każdym razem, gdy strzeliłem ładniejszą bramkę niż ty. – dodał, wymownie na nią patrząc, uśmiechając się przy tym uroczo.
    -No dobrze, niech Ci będzie. – zaśmiała się, gdy musnął ustami jej policzek.
    -Co się stało, że Roma Florek odwiedziła swojego wieloletniego, najlepszego przyjaciela? – zapytał, opierając się nonszalancko o maskę drugiego z aut. Szatynka westchnęła zastanawiając się nad słowami, jakimi powinna rozpocząć tę rozmowę. Wiedziała, że nie będzie należała do najłatwiejszych i może przywołać w Zielińskim wiele, bardzo różnych wspomnień. 
    -Może przejdziemy się na spacer? – zaproponowała. Zieliński pokiwał jej lekko głową, wycierając brudne dłonie o jasną szmatkę.
Chwilę później szli ramie w ramię po kamiennej ścieżce prowadzącej nad malownicze jezioro, nad którym potrafili przesiadywać godzinami. Niekiedy rozmawiając na wiele tematów, a niekiedy milcząc i wtulając się w siebie patrząc w gwiazdy, w których chcieli znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. 
    -Powiesz mi co się dzieję? – spytał, gdy znaleźli się na małej polanie, z widokiem na piękny krajobraz. Roma westchnęła cicho patrząc na Piotra dość niepewnym wzrokiem.  
    -Chodzi o Zośkę. – oznajmiła, sprawiając, że Zieliński zmarszczył brew. -A ty miałeś na nią najlepszy wpł…
    -Zerwała ze mną kontakt, zapomniałaś? – rzucił z wyrzutem, ostrym głosem wchodząc przyjaciółce w słowo. Florek westchnęła cicho patrząc na niego niepewnym wzrokiem, właśnie takiej reakcji piłkarza się obawiała.
    -Nie zapomniałam! – rzuciła ostro, wbijając w Zielińskiego pełne wyrzutu spojrzenie. -Wiem ile dla Ciebie znaczyła i jak bardzo Cię zraniła, ale …
    -Coś jest nie tak? – spytał po chwili, gdy zawiesiła swój głos a wzrok wbiła gdzieś przed siebie.
Pomimo dość nieoczekiwanego rozstania i gorzkich słów, które usłyszał od Meyer nie potrafił o niej ot tak zapomnieć, nawet jeśli minęły już ponad dwa lata a oni nie widzieli się ani razu.
    -Wyleczyła kontuzje, sędziuje w ekstraklasie i mogłaby wrócić do gry, ale…
    -Ale się boi. – uprzedził ją, wbijając wzrok w to samo miejsce co ona. -Myślisz, że mogłaby znów grać? – spytał po chwili, wkładając dłonie do tylnej kieszeni ciemnych spodni jeansowych. 
   -Wydaje mi się, że tak. – odparła uśmiechając się niepewnie. -Ale tylko ty możesz ją do tego namówić. – dodała, wywołując niemałe zdziwienie na twarzy Zielińskiego.
   -Ja? – spytał, zaskoczony. 
   -Wiem, że rozstaliście się w niezbyt fajnych okolicznościach, ale wydaje mi się, że ona nadal coś do Ciebie czuje. – odpowiedziała, sprawiając, że Piotr spojrzał na nią zaskoczonym spojrzeniem. 
   -Jak to? 
   -Ostatnio oglądałyśmy twój mecz i widać było, że jest dumna. 
   -To jeszcze o niczym nie świadczy… - westchnął. 
   -Przecież możesz się przekonać. – zasugerowała, gdy przysiadł na zielonej trawie. -Stara miłość nie rdzewieje…
   -Dobra! Spróbuje!– odpowiedział pewnym głosem, wywołując uśmiech na twarzy przyjaciółki. 


Sopot. Polska.


    -Nad czym tak myślisz?
Łucja podała Wiktorii kieliszek czerwonego wina, siadając obok niej na szarej sofie. Morawska westchnęła wbijając wzrok przed siebie, w okno, z którego widok rozpościerał się na Morze Bałtyckie. 
    -Nie wiem czy dobrze zrobiłam…
    -Podpisując umowę? – wtrąciła Brzozowska sprawiając, że Morawska wzięła głęboki oddech.
Za swoją największą wadę uważała, zbyt szybkie podejmowanie decyzji. Często zdarzało się tak, że żałowała słów, które powiedziała zanim zdążyła się nad nimi lepiej zastanowić. Zdawała sobie sprawę, z tego, że takim poczynaniem rani wiele osób, nie potrafiła jednak działać inaczej. W tym przypadku było podobnie. Z każdym kolejnym dniem zaczynała żałować podpisania umowy z Jackiem Jaroszewskim, zwłaszcza gdy myślała o swoim synku. 
   -A ty co sądzisz? – spytała po chwili, wbijając w przyjaciółkę pytające spojrzenie. Brzozowska westchnęła, wprawiając w ruch czerwoną ciecz w swoim kieliszku.
   -To dla Ciebie szansa na ciekawą przygodę, zawarcie nowych znajomości. Możesz wiele zyskać…
  -Albo wiele stracić. – westchnęła głośno, poprawiając niesforny kosmyk włosów wyswobodzony z objęcia gustownej gumki.
Blondynka spojrzała na przyjaciółkę nieco zdziwiona. Przez lata zdążyła poznać szatynkę od zupełnie innej strony. W tym duecie to Łucja była bardziej wycofana i stonowana, a Wiktoria wiodła prym, w każdej sytuacji. Niejednokrotnie będąc również oparciem dla młodszej przyjaciółki.
   -Ej, gdzie podziała się Wiki, która niczego się nie bała, stawiała czoła wszystkim przeciwnością losu? – zapytała, uśmiechając się lekko. Morawska spojrzała na nią dość niepewnie. 
   -Chyba zaczęła dorastać… - westchnęła, wzruszając ramionami.
   -Pojedziesz i będziesz mieć pamiątkę do końca życia. Fajnie spędzonego czasu i nowych znajomości nikt Ci nie zabierze. – podrzuciła, uśmiechając się nieco szerzej.
Szatynka skapitulowała.
   -Dobra, pojadę. – odpowiedziała, po czym obie wybuchły śmiechem.

# # #

Znalezione obrazy dla zapytania basia kurdej szatan

Pojawiam się z trójką. Mam nadzieję, że się spodoba :)
Przepraszam za wszelkie błędy.
Buziaczki ;)

Komentarze

  1. Marysia mimo kilku wątpliwości, postanowiła przyjąć posadę rzecznika reprezentacji, co może otworzyć jej drogę do spełnienia ambicji zawodowych.
    Jestem pewna, że bez większych problemów odnajdzie się w nowej roli i będzie to dla niej świetną przygodą. Tak samo zresztą jak dla Wiktorii, która powinna z większym optymizmem spojrzeć na najbliższą przyszłość.
    W życiu bym się nie spodziewała, że Zosię i Piotrka łączyło w przeszłości coś więcej. Ciekawi mnie także, dlaczego to wszystko tak gwałtownie się skończyło, a skoro chłopak jako jedyny może ją namówić na powrót do gry. To zapowiada się jeszcze ciekawiej.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty