Rozdział Pierwszy.



 ~*~

Kwiecień 2016 r.

Poznań. Polska.


   Zofia zaśmiała się cicho, widząc minę na twarzy Szymona Marciniaka. Sędzia stał tuż przy linii bocznej boiska łypiąc morderczym wzrokiem w kierunku Artura Jędrzejczyka, który w dość niewybrednych komentarzach określał sposób jego sędziowania w rozgrywającym się właśnie meczu. Jego sędzina techniczna, miała nie wdzierać się w utarczki słowne z zawodnikami, więc tego nie robiła. Miała jednak dziwne wrażenie, że interwencja może być nieunikniona. 
   -Wpiszę w protokole i przez kolejne mecze nie zasiądziesz nawet na ławce rezerwowych! – warknął Marciniak. Artur jedynie wywrócił oczami, zaśmiewając się mu pod nosem. 
    -Wiesz co ty mi możesz? – spytał z lekką drwiną w glosie. Marciniak zacisnął zęby, łypiąc na Artura mrocznym spojrzeniem. 
„Jeszcze chwila i wybuchnie” pomyślała Zosia i truchtem pokonała dzielącą ją od mężczyzn odległość. Stanęła między nimi, zaskakując tym samym obydwu. 
    -Szymon, idź odpocząć. – poprosiła łagodnym głosem, uśmiechając się lekko w kierunku swojego przełożonego. Mężczyzna nie krył swojej złości, jednak próbował trzymać swoje nerwy na wodzy. -Szymon! – dodała nieco głośniej i pewniej widząc brak jego reakcji. 
Sędzia skapitulował wiedząc, że z zawziętą blondynką może nie wygrać. 
    -A ty Jędrzejczyk następnym razem trzymaj język za zębami! – syknęła, wbijając w jego klatkę piersiową palec wskazujący. Piłkarz Legii nie krył swojego zdziwienia. -Bo ławka rezerwowych będzie Twoim najmniejszym zmartwieniem. – dodała, uśmiechając się do niego słodko. 
Tego chyba nie przewidział. Nie spodziewał się, że blondynka pełniąca rolę sędziego technicznego może być tak kąśliwą osobą. 
Uśmiechnął się pod nosem, odprowadzając ją wzrokiem. Jej długie blond włosy, upięte w idealnym końskim ogonie odbijało się jedynie od jej pleców okrytych czarną, cienką bluzą dresową. 
Zmarszczył brwi kierując się do szatni. Miał nadzieję, że uda mu się ją nieco lepiej poznać.

***



Częstochowa. Polska.



   -Zmęczony? – spytała Maria oplatając dłonie na szyi swojego partnera. Błaszczykowski zaśmiał się cicho pod nosem, odrywając wzrok od stosu dokumentów rozrzuconych po niskim, prostokątnym stoliku w małym salonie mieszkania blondynki. 
   -Muszę to na jutro dokończyć. – odpowiedział, cmokając ją w policzek. Gawron zmarszczyła brwi przyglądając się swojemu partnerowi. 
Od kilkunastu tygodni oboje mieli coraz mniej czasu dla siebie. On pochłonięty pracą pomiędzy fundacją swojego brata a krakowskim klubem sportowym. Ona skupiała się na pracy w przedszkolu i pomocy w miejskim domu kultury. Choć dotąd zbytnio jej to nie przeszkadzało, teraz zaczynało zawadzać. Zwłaszcza, że spotykali się już od wielu lat, żadne z nich nie zaczynało nawet rozmowy o zalegalizowaniu ich związku. 
    -Nie będę Ci przeszkadzać. – powiedziała cicho, uśmiechając się smutno. Spuszczając głowę, wycofała się z salonu, znikając po chwili w swojej sypialni.
Dawid zmarszczył brwi odkładając długopis na plik dokumentów. Zachowanie Gawron zapaliło w jego głowie pomarańczową lampkę. Podniósł się z szarej sofy, kierując się śladem dziewczyny.
Widok, który zastał sprawił, że uśmiechnął się delikatnie. Pierwszy raz widział bowiem Marię leżącą na dużym sypialnym łóżku, wtuloną w ogromnego pluszowego misia, którego dostała na święta Bożego Narodzenia od Oliwii. Rozczulił się, co wyrysowało się na jego twarzy. 
    -Kotuś … - przysiadł na skraju łóżka, gładząc jej bladą dłoń. 
Martwił go, każdy jej gorszy dzień. Każde łzy sprawiały mu wyjątkowy ból i coraz bardziej żałował, że nie odważył się na kolejny krok w ich relacji. 
    -Wiesz, bo lubię swoją pracę, ale… - westchnęła, wtulając się mocniej w pluszową maskotkę. 
    -Chciałabyś być dziennikarką. – uprzedził jej odpowiedź.
Blondynka spojrzała na niego niepewnie, potakując mu głową. Obawiała się reakcji swojego partnera. Dawid zawsze był dla niej wyrozumiały. Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek ją skrytykował, odkąd pamiętała zawsze ją wysłuchiwał. Mogła na niego liczyć o każdej porze dnia i nocy, bez względu na wszystko. Kochała go, jak nigdy nikogo wcześniej a różnica wieku, jaka ich dzieliła nie robiła na niej żadnego wrażenia. Ludzkim gadaniem, nigdy się nie przejmowała, nauczyła się je ignorować. 
     -To źle? – zapytała cicho, wbijając w niego smutny wzrok. 
Błaszczykowski zaśmiał się, wyciągając w jej kierunku swoją dłoń. Gawron westchnęła głośno, przybliżając się do szatyna. Wtuliła się w jego tors i w jednym momencie poczuła się jak mała dziewczynka, która szuka schronienia przed złem tego świata.  Mężczyzna oparł brodę o jej głowę, wbijając wzrok w ścianę przed sobą, na której, w kolorowych ramkach wisiało wiele, różnych fotografii. 
   -Miałem Ci nie mówić … - westchnął nagle sprawiając, że blondynka zmarszczyła brwi i odwróciła głowę w jego kierunku. 
Zdziwienie malowało się na jej twarzy.
   -O czym? – spytała.
   -Dzwonił do mnie Boniek… - urwał, nabierając głośno powietrza. -To miała być tajemnica, a on miał się z Tobą sam skontaktować. Ale widzę jak cierpisz i nie potrafię dalej milczeć…
    -Dawid, o co chodzi? – zapytała zniecierpliwiona, wchodząc mu w słowo. 
Ociągał się. Obiecał Bońkowi i Nawałce, że się nie wygada. Niestety, nie potrafił. 
    -Prezes chciał Ci zaproponować posadę rzecznika prasowego reprezentacji na Euro. – odpowiedział, sprawiając, że zmarszczyła brwi. 
Spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego. Nie sądziła nigdy, że jej marzenie może zacząć się ziszczać tak szybko i nieoczekiwanie. Gdyby miało się tak stać, byłaby bardzo szczęśliwa.
    -Naprawdę? – zapytała, a wesołe iskierki błyszczały w jej oczach. 
    -Może to nie jakieś górnolotne dziennikarstwo, ale zawsze coś… - zaśmiał się, cmokając ją w policzek. Maria uśmiechnęła się szeroko, oplatając dłonie na jego szyi. 
    -Jesteś kochany. – szepnęła, złączając ich usta w pełnym pasji pocałunku. 
Błaszczykowski mógł odetchnąć z ulgą. Chciał dla ukochanej wszystkiego co najlepsze. Chciał jej szczęścia a oglądanie jej pięknego uśmiechu było dla niego najprzyjemniejszą czynnością.
    -Ale jak Boniek zadzwoni to masz być zaskoczona! – rzucił, gdy oderwali się od siebie. Gawron pokiwała mu potwierdzająco głową, uśmiechając się do niego wyjątkowo szeroko i słodko. -Co robisz w weekend? – spytał, gdy kolejny raz wtuliła się w jego tors. Maria zamyśliła się, błądząc w swoich myślach. 
    -Nic. – odpowiedziała po chwili namysłu. Dawid uśmiechnął się szeroko, zamykając w swojej dłoni, dłoń blondynki. 
    -Przyjedziesz na mecz moich zawodniczek? – zapytał, sprawiając, że uniosła lekko brew. 
    -Ale dla nich, nie dla Ciebie. – zastrzegła. Szatyn jednym sprawnym ruchem położył ją na łóżku i zawisł tuż nad nią z uśmiechem na twarzy. 
    -Odpowiedź powinna brzmieć nieco inaczej. – zakomunikował, marszcząc brwi. Blondynka wpatrywała się w niego uważnie, przygryzając lekko swoją wargę. 
    -Tak? – spytała po chwili, rozpinając guziki jego kraciastej koszuli. Uśmiechnął się lekko, przybliżając się do niej. 
    -Jako dziewczyna trenera, powinnaś przychodzić dla niego na mecze. – odpowiedział, opierając swoje czoło na jej czole. Zaśmiała się głośno. 
    -No dobrze, przyjadę dla trenera.- westchnęła, kręcąc zabawnie głową. 
    -No i tego się trzymaj! – rzucił za nim po raz kolejny zatopił się w jej malinowych wargach.


***


Gdańsk. Polska.



   Spacerując wzdłuż gdańskiej plaży zastanawiała się nad wszystkim tym, co miało miejsce w jej życiu przez ostatnie tygodnie. Rozwód rodziców, śmierć babci, codzienne kłótnie z partnerem. Nie potrafiła nad tym zapanować i jedynie pomoc najlepszej przyjaciółki sprawiała, że jeszcze dotąd się nie poddała. 
Uśmiechnęła się delikatnie, przysiadając na ciepłym jeszcze piasku. Jej wzrok gościł na tafli morza, w której malowniczo rysował się piękny zachód słońca. To tutaj znajdowała inspiracje do nowych przepisów, którymi zaskakiwała właścicieli restauracji, w której pracowała. Ba, niektórymi zaskakiwała nawet samą siebie. 
Mimo wszystko cieszyła się z położenia, w którym się znajdowała. Skończyła psychologię, a pracowała jako pomoc szefa kuchni w Gdańskiej restauracji. Była córką zamożnych rodziców, od których wyprowadziła się na początku ich konfliktu. 
Miała nadzieję, że wszystko w jej życiu będzie się układać i nie będzie się więcej zbyt komplikować. 
   -Łatwo Cię znaleźć. – oderwała wzrok od malowniczego widoku, przenosząc go na stojącą obok niej średniego wzrostu szatynka. 
Uśmiechnęła się do niej lekko, poprawiając wełniany sweter. Szatynka usiadła obok niej, podciągając nogi pod brodę. 
Przyjaźniły się od wielu lat, zawsze razem bez względu na wszystko. 
   -Tu mi się najlepiej myśli. – odpowiedziała, lekko się uśmiechając. 
   -Znowu pokłóciłaś się z Igorem? – spytała Wiktoria, wpatrując się uważnie w Łucję. 
Brzozowska westchnęła, nie odrywając wzroku. 
   -Kłócimy się codziennie. – stwierdziła, wzruszając ramionami. 
   -Może czas to skończyć? – Morawska uniosła brew, wzdychając. Dla niej podjęcie takiej decyzji wydawało się być, niczym pstryknięcie palcami, dla Łucji niestety tak nie było. 
   -To nie jest takie łatwe… - urwała, przeczesując twarz dłonią. -Jesteśmy ze sobą od liceum. -dodała cicho.
Igor Nowak był jej pierwszym i jak dotąd jedynym chłopakiem. Zakochali się w sobie raptem po kilku randkach. Przez kilka lat, było naprawdę dobrze, wszystko zaczęło się psuć dopiero niedawno. Nie potrafiła zrezygnować z tego wszystkiego, co z nim przeżyła. Wielu wspólnych chwil, romantycznych wyjazdów, niespodzianek. Choć Wiktoria miała poniekąd trochę racji. Związek w którym kłótnie są na porządku dziennym nie wróżył nikomu nic dobrego. Jej również. 
Mimo wszystko, może nieco naiwnie wierzyła, że w jej związku znów będzie tak, jak kiedyś. 
    -Możesz na mnie liczyć. – zakomunikowała po chwili Wiktoria obejmując Łucję przyjacielskim ramieniem. 
Młodsza z kobiet uśmiechnęła się dość niepewnie. Była wdzięczna swojej przyjaciółce za wszystko to, co ta dla niej zrobiła. Wiedziała, że nigdy się jej nie odwdzięczy. 
    -Dziękuję. – powiedziała cicho, uśmiechając się do Morawskiej. 
Były idealnym dowodem na to, że mimo różnic charakterów można przyjaźnić się przez wiele długich lat.


# # #
Znalezione obrazy dla zapytania reprezentacja polski piłka nożna euro2016

Zaczynamy przygodę z tym opowiadaniem. 
Rozdział pierwszy, może nie zbyt długi, ale zawiera wszystko to, co chciałam w nim umieścić. Mam nadzieję, że się spodoba. 
Za wszelkie błędy przepraszam. 
Czekam na wasze opinie i widzimy się w następnym rozdziale.

Pozdrawiam gorąco. :)


Komentarze

  1. Zosia przerwaniem sprzeczki pomiędzy Szymonem a Arturem udowodniła, że świetnie poradzi sobie w swoim zawodzie i żadnemu piłkarzowi nie da sobie wejść na głowę podczas meczu.
    Swoją drogą Artur mógł przynajmniej próbować powstrzymać swoje emocje. Następnym razem coś takiego może się dla niego źle skończyć.
    Maria wciąż nie potrafi poczuć się zawodowo spełniona i szuka sposobu na realizację swoich marzeń. Mam nadzieję, że angaż na rzecznika rzeczywiście w jej tym pomoże i jej kariera dziennikarki nabierze tempa.
    Dawid także mógłby w końcu zdobyć się na odwagę i oświadczyć się Marii. Przecież obydwoje tego pragną. Nie ma więc na co dłużej czekać.
    Nic dziwnego, że Łucja czuje się zagubiona. W jej życiu wszystko wywróciło się do góry nogami. Rozwód rodziców, a zwłaszcza zakończenie wieloletniego związku będzie potrzebowało trochę czasu, aby przestało boleć. Dobrze, że przynajmniej dziewczyna może liczyć na wsparcie swojej przyjaciółki.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty