Wstęp.
Coś nie tak z czcionką, na co nie mam wpływu!
~*~
Kwiecień 2016 r.
Częstochowa.
Polska.
Delikatne promienie wiosennego słońca wdzierały się do
niewielkiej sypialni, poprzez duże okno, niedokładnie zasłonięte
jednokolorowymi zasłonami.
Pomieszczenie urządzone było dość nowocześnie, choć
niezbyt bogato. Duża szafa z lustrzanymi drzwiami znajdowała się tuż obok
drewnianych drzwi prowadzących na wąski korytarz. Przy oknie stał niewielki
stolik z dwoma beżowymi fotelami, a w samym centrum pomieszczenia stało duże
łóżko, na którym okryci błękitną pościelą, wtuleni w siebie spały dwie bratnie
dusze.
Ona,
dwudziestosiedmioletnia blondynka, absolwentka studiów dziennikarskich na
Krakowskim Uniwersytecie Jagiellońskim. Oddająca się w stu procentach swojej
słabości – dzieciom, z którymi miała wyjątkowo dobry kontakt. Zakochana w
mężczyźnie śpiący obok niej.
On,
trzydziestotrzyletni szatyn, trener i działacz piłkarski. Spełniający się w
swoim hobby, jaką niewątpliwie była piłka nożna. Niezwykły brat, szwagier,
bratanek i wnuczek. Zakochany w równie niezwykłej kobiecie co on.
Pod wpływem
natarczywych promieni słońca, podniósł powieki a jego tęczówki zderzyły się z
oślepiającym światłem. Wolną dłonią, swobodnie przetarł oczy zanim jego wzrok
wylądował na blondynce wtulonej w jego tors. Uśmiechnął się lekko, zgarniając
jej długie blond włosy z jej bladej twarzy.
Cieszył go, każdy dzień wspólnie spędzony z Marią
Gromek - dziewczyną, którą znał od wielu lat i przez wiele lat gościł znacznie
w jej życiu, jako jej przyjaciel. Miał wpływ na wiele decyzji podejmowanych przez
blondynkę. To z nim konsultowała kierunek studiów, który skończyła dwa lata
wcześniej. To on, wybierał jej mieszkanie w Częstochowie, w którym często
pomieszkiwał. W życiu jego rodziny również znajdowała znaczące miejsce. Była obok
niego zawsze, bez względu na wszystko i był na siebie zły, że była tylko jego
dziewczyną.
Czując jego delikatny
dotyk na skórze swojej twarzy, uśmiechnęła się lekko, powolnie otwierając oczy.
-Długo nie
śpisz? – spytała, ziewając. Dawid zaśmiał się cicho, cmokając ją w czoło.
-Dosłownie chwilę.
– odpowiedział, wspinając się na łokciach. -Muszę dzisiaj jechać do Opola. –
westchnął, bawiąc się kosmykiem jej włosów.
Maria zrobiła smutną minę, po czym lekko uśmiechnęła
się w jego kierunku.
-Tylko uprasuj
koszulę. – poprosiła, przejeżdżając dłonią po jego policzku.
-A ty nie
możesz?
Zrobił w jej kierunku maślane oczy, uśmiechając się do
niej niczym Oliwka, gdy chciała dostać upragniony kawałek czekoladowego ciasta.
-A co będę z
tego miała? – spytała, przejeżdżając dłonią po jego idealnie przystrzyżonej brodzie.
-Buziaka. –
odpowiedział, złączając ich usta w pełnym pasji pocałunku. Oddała go z
zapomnieniem, skupiając się jedynie na jego wargach, w których odnajdywała swój
spokój i harmonię.
Oderwał się od niej a szeroki uśmiech gościł na jego
twarzy. Uwielbiał ją. Była dla niego najważniejsza.
-Dobrze, ale
ty zrobisz śniadanie. – rzuciła, klepiąc go po policzku, po czym odrzuciła
kołdrę sięgając po krótki, satynowy szlafrok przewieszony przez niski, kolorowy
puf.
-A mam wybór?
– spytał, zaśmiewając się cicho. Blondynka zmarszczyła brwi, rzucając mu
wymowne spojrzenie.
-Nie masz. –
odpowiedziała, wychodząc z sypialni.
Błaszczykowski westchnął, kładąc głowę po raz kolejny
na poduszkę przesiąkniętą jej pięknymi, kwiecistymi perfumami.
Na twarzy
Marii gościł lekki uśmiech, gdy zmywała naczynia po skromnym, ale pysznym
śniadaniu przygotowanym przez Dawida. Bardzo lubiła ich wspólnie spędzone dni,
których nie zawsze było zbyt wiele. Było jej z nim wyjątkowo dobrze, a czas
działał jej zdaniem tylko na ich korzyść.
Będąc nastolatką nie sądziła, że z którymś z braci
Błaszczykowskich połączy ją coś więcej niż tylko przyjaźń, którą wszyscy bardzo
sobie cenili. Choć musiała przyznać, że obaj zarówno jej imponowali, jak i
podobali. Była losowi wdzięczna za to, w jakim kierunku toczyło się jej życie, choć
nie zawsze było usłane różami.
Dźwięk dzwonka
do drzwi, który rozniósł się po małym mieszkaniu przy Alei Najświętszej Maryi
Panny, wyrwał Gromek z zamyślenia. Wytarła wilgotne dłonie o kolorową, kuchenną
ścierkę i szybkim krokiem skierowała się do miniaturowego przedpokoju.
Przekręciła klucz w zamku, nacisnęła na mosiężną klamkę i pchnęła drzwi w
progu, których stała uśmiechnięta Agata Błaszczykowska.
-Witam
ulubioną dziewczynę Dawida, mogę wejść? – zapytała starsza z kobiet, machając
przed nosem Gromek blachą z pachnącą szarlotką. Maria zaśmiała się cicho,
wpuszczając żonę Jakuba do środka.
-Czyżby
Dawid, miał przede mną jakieś tajemnice? – spytała, wchodząc do kuchni. Agata
zaśmiała się głośno, kręcąc z dezaprobatą głową.
-No co ty… -
machnęła ręką. -Dawid poza Tobą nie widzi żadnej, innej kobiety. – dodała.
-Napijesz
się czegoś?
Agata zmarszczyła brwi.
-Może
herbaty. – odpowiedziała, przysiadając na drewnianym krześle, przy niewielkim,
kwadratowym stole.
-A gdzie
dziewczynki zgubiłaś? – spytała, wstawiając czajnik z wodą na jeden z palników
płyty indukcyjnej.
-Babcia Felicja powiedziała, że ich nie
puści a ja mam czas dla siebie. – rzuciła, sięgając po owsiane ciastko leżące
na czarnym, gustownym talerzu. -Więc przyjechałam na ploteczki. Mów co słychać!
– zachęciła, uśmiechając się szeroko i zachęcająco do Gawron.
Marysia westchnęła cicho opierając się o kuchenny
blat. Wzruszyła jedynie ramionami a lekki uśmiech nadal gościł na jej twarzy.
-Po staremu,
od świąt nic się nie zmieniło. – odpowiedziała.
-A jak tam
Twoja dziennikarska kariera?
Pytanie Agaty, nieco zdziwiło Marię. Chyba każdy z jej
bliskich wiedział jak wiele dałaby, aby choć przez chwilę robić to, co przez
wiele lat studiowała. Niestety, jak dotąd nie udało jej się dostać do żadnej
telewizji, a w gazetach dostawała jedynie odpowiedzi, że gdy coś się zwolni to
zadzwonią. Nie łudziła się. Wiedziała, że nie zadzwonią. Cieszyła się jednak,
że mogła pracować w przedszkolu, z dziećmi, które tak bardzo uwielbia.
-Leżą i
kwiczą. – odpowiedziała, wzdychając głośno. Błaszczykowska uśmiechnęła się delikatnie
w jej kierunku.
Agata wiedziała jednak o istnieniu pewnego pomysłu,
który zrodził się w głowie Zbigniewa Bońka i miała nadzieję, że ten się ziści i
będzie miał wpływ na jej dalsze życie zawodowe.
Nigdy nie ukrywała, że bardzo lubi Marię. Gromek na
samym początku ich znajomości zyskała jej sympatię i bardzo szybko się z nią
zaprzyjaźniła.
Chciała jej szczęścia i wiedziała, że u boku Dawida ta
na pewno je znajdzie.
-A co u Was? –
zapytała, sięgając po porcelanowe kubki. Agata wzruszyła ramionami.
-Po staremu. –
odpowiedziała, wywołując szeroki uśmiech na twarzy Marii. -Kuba trenuje, ja
zajmuje się dziewczynkami, zaczęłam projektować suknie ślubne…
-Naprawdę? –
spytała Maria wchodząc Agacie w słowo.
-Nie wiem,
czy powinnam. – westchnęła, kręcąc niepewnie głową.
-No pewnie,
że powinnaś. – rzuciła ochoczo, uśmiechając się szeroko. -Masz jakieś projekty
przy sobie? – spytała.
-Coś tam
mam. – mruknęła pod nosem Agata, odbierając od Marii kubek z zieloną herbatą.
-A mogę
obejrzeć? – spytała, siadając obok niej.
-No pewnie! –
odpowiedziała, uśmiechając się do niej szeroko.
Dogadywały się bardzo dobrze i miały nadzieję, że ta
niezwykła wieź nigdy się nie rozerwie.
~*~
Kraków.
Polska.
Szymon Marciniak przyglądał się bardzo uważnie Zofii
Meyer, która była właśnie ściskana przez uśmiechniętego Pawła Gila.
Na samym początku, był dość sceptycznie nastawiony do
pomysłu kolegium sędziów, w którym w jego zespole sędziowskim miała pojawić się
kobieta. Ostatecznie jednak dał jej szansę i nie miał się do czego przyczepić.
Była piłkarka miała niezwykłą charyzmę a pasja biła z
jej spojrzenia. Jednym, krótkim zdaniem potrafiła ukrócić łobuzerskie zapędy
piłkarzy, a on nie mógł się temu nadziwić. Nawet on tak nie potrafił. W dodatku,
bardzo szybko zyskała sympatię innych sędziów. Miał nadzieję, że w przyszłości zdecyduje
się zostać arbiter główną.
Liczył również na to, że będzie im towarzyszyć na
Mistrzostwach Europy we Francji. Przepustkę już dostała, choć jeszcze o tym nie
usłyszała. Był ciekaw jej reakcji i wierzył, ze im nie odmówi.
-Zosia, nie chcę
przyjść do mnie i mojej żony na obiad. Może ty ją namówisz? – spytał Paweł, stając
przed Szymonem z nieco speszoną blondynką.
Marciniak zaśmiał się, rzucając w kierunku Meyer
rozbawione spojrzenie.
-Jego żona
świetnie gotuje. – stwierdził. -I na pewno byłaby niezadowolona gdybyś
odmówiła. – dodał, klepiąc ją po ramieniu.
-No dobrze… -
westchnęła. -To kiedy i o której? – zapytała, wywołując szeroki uśmiech na
twarzy starszego kolegi.
# # #
Ten pomysł wpadł mi do głowy, czytając opublikowane wiele miesięcy temu swoje opowiadanie. Nie wiem, czy komuś się spodoba, ale mam nadzieję, że będziecie tu zaglądać i śledzić losy bohaterów tego opowiadania.
Liczę na Wasze opinie pod tym wstępem i zapraszam do zapoznania się z BOHATERAMI.
Pozdrawiam gorąco.
Buziaczki ;)
Evie.
Ps. Przepraszam za wszelkie błędy.
Ps. Coś nie tak z czcionką, na co nie mam wpływu!
Ps. Coś nie tak z czcionką, na co nie mam wpływu!
Bardzo zaciekawił i spodobał mi się ten wstęp, więc na pewno zostaję na dłużej. 😊
OdpowiedzUsuńMarię polubiłam od samego początku. Wydaje się być dobrą i pozytywnie nastawioną do świata osobą. Dlatego mam nadzieję, że uda jej się osiągnąć sukces zawodowy i spełni się w dziennikarstwie.
Poza tym stanowi z Dawidem zgraną parę. Od razu można zauważyć, że naprawdę się kochają i chcą przeżyć ze sobą resztę życia.
Zofia także wydaje się być bardzo sympatyczna. Szansa na sędziowanie meczów podczas Mistrzostw na pewno zostanie w pełni przez nią wykorzystana i dzięki niej zbierze cenne doświadczenie.
Czekam z dużą ciekawością na kolejną część.
Cieszę się, że wpadłaś! :)
UsuńCieszy mnie również, że wstęp przypadł Ci do gustu, obawiałam się, że będzie zupełnie inaczej.
Kolejna część niebawem a ja dziękuję niezmiernie za komentarz.
Buziaczki. :)